niedziela, 16 listopada 2014

,,JULIA - TRZY TAJEMNICE" Tahereh Mafi

Autor:
Cykl: Dotyk Julii
tłumaczenie: Małgorzata Kafel
tytuł oryginału: Unite Me
wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
data wydania: 22 września 2014
liczba stron: 360
 
Specjalny dodatek do bestsellerowej trylogii Tahereh Mafi – nowa książka o losach Julii. Zawiera niezwykły pamiętnik głównej bohaterki, dzięki któremu dowiemy się, co poprzedziło wydarzenia opisane w pierwszym tomie, oraz dwie nowele: „Destroy Me” i „Fracture Me”.
„Destroy Me” to opowieść Warnera pokazująca, co zdarzyło się pomiędzy akcją pierwszej i drugiej części trylogii.
„Fracture Me” to historia opowiadana przez Adama, rozgrywająca się po wydarzeniach opisanych w drugiej części sagi.
 
Jak widać, książką trafiła do mnie już jakiś czas po premierze, dlatego też gdy tylko wreszcie ją dostałam, zabrałam się za nią od razu!
Książka zawiera fragment historii Julii z punktu widzenia Warnera ( <3 ), a także z punktu widzenia Adama. Na samym końcu czeka nas bonus od autorki w formie pamiętnika głównej bohaterki.
Destroy Me czytałam bardzo powoli, chłonęłam każdy rozdział, każde zdanie, każdy wyraz i każdą literę. Miałam tez sporo czasu wolnego, więc mogłam sobie na to pozwolić. Przemyślenia Warnera nieraz bardzo mnie dziwiły. Bez spojlerów, powiem tylko, że jest on zupełnie inny niż pokazuje światu na zewnątrz.
Przy czytaniu Fracture Me miałam już więcej obowiązków, pełno sprawdzianów, więc tą część tajemnicy pochłonęłam bardzo szybko, nie zastanawiając się nad głębszym znaczeniem jego przemyśleń i spostrzeżeń. 
Sytuacja znów się zmieniła gdy dotarłam do Dziennika Julii. Pełno tu poskreślanych zdań i wyrazów, pełno przemyśleń, które Julia tak rozpaczliwie chciała ukryć głęboko w sobie. Pełno tu emocji.
 
Dzisiaj zaczęłam krzyczeć.
 
Uwielbiam styl pisania Tahereh Mafi, więc czytanie tej książki było dla mnie czystą przyjemnością.
Wiele razy płakałam lub cierpiałam razem z bohaterami, chociaż nie było to opisane w szczególnie smutny sposób. Po prostu człowiek, może odczuć emocje bohaterów za co jestem ogromnie wdzięczna autorce.
Kolejna genialna sprawa to okładka. kolejny raz się w niej zakochałam i ogromnie żałuję, że nie posiadam tej książki na własność.
Jednak jak to ja, musiałam znaleźć jakiś minus. Wiadomo, że mamy poznać fragmenty historii Adama i Warnera, ale mimo wszystko - za mało Julii w książce o historii Julii. Można przymknąć na to oko, ale nie mogłam też tego pominąć w recenzji :)
Krótko mówiąc - kolejne niezwykłe dzieło autorstwa Tahereh Mafi. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła spotkać się z jej twórczością i wszystkim gorąco polecam całą serię o Julii.

wtorek, 11 listopada 2014

,,BALLADYNA" Juliusza Słowackiego na deskach Olsztyńskiego Teatru Lalek

Reżyseria: Oleg Żiugżda
Scenografia/lalki: Walery Raczkowski
Kostiumy: Nadzieja Jakowlewa
Muzyka: Bogdan Szczepański

Balladyna Juliusza Słowackiego to sztuka powszechnie znana.  Od niedawna gości także w Olsztyńskim Teatrze Lalek.
Balladyna jest historią powszechnie znaną, więc nie będę przytaczać szczegółów. Zamiast tego, od razu skupie się na samym spektaklu.









Ponieważ jest to Teatr Lalek, w spektaklu grają aktorzy razem z kukiełkami. Moim zdaniem jest to złe połączenie. Nie można skupić się na jednej rzeczy. Tym bardziej, że kukiełki są po prostu dziwne... Był to chyba jedyny minus tej sztuki.
Sama akcja rozgrywa się bardzo szybko. Ci którzy przeczytali dramat, wiedzą, że dzieli się on na akty i sceny. Byłam pod ogromnym wrażeniem jak szybko udało im się zmieniać scenografię. Polegało to tylko i wyłącznie na przestawianiu stołów i grze świateł. Także duża rolę odgrywała muzyka. Nie rozumiem tylko w jakim celu na początku i końcu sztuki, słyszymy Tańczące Eurydyki Anny German. Myślę, że bez rozmowy z reżyserem nie odpowiem sobie na to pytanie :)



 


Teraz przejdę do czegoś, co zastanawiało mnie od początku. Mianowicie chodzi o stroje aktorów. Nie wszystkich, ale dwie postacie bardzo mnie zaintrygowały. Chodzi mi o Kirkora i Pustelnika. Kirkor był przebrany za metalowca, a Pustelnik - za księdza. Osobiście dostrzegam tu próbę nawiązania do współczesności. W jakim celu? Sądzę, że ma to służyć pokazaniu, że Balladyna to historia ponad czasowa.

Podsumowując sztuka nie jest zła, ma ciekawe momenty, scenografia jest wykonana w ciekawy sposób.... Ale cały efekt psuje konwencja żywoplanowo-lalkowa. Jeśli jednak będziecie kiedyś w Olsztynie - warto wybrać się do Teatru Lalek i samemu ocenić sztukę.

sobota, 25 października 2014

,,CHCĘ ŻYĆ!" - Czyli o AIDS słów kilka

Autor -
wydawnictwo - Ossolineum
data wydania - 2006 (data przybliżona)
liczba stron - 132
kategoria - Literatura piękna

Nadine nie może uwierzyć, że Florian, który był jej pierwszą wielką miłością, ma AIDS. Czy ona też się zaraziła? Kiedy okazuje się, że jest zakażona wirusem HIV, cały jej świat wali się w gruzy. Z kim może o tym porozmawiać? Ile zostało jej jeszcze życia?

Trochę ciężko mi zacząć, ale myślę że jestem usprawiedliwiona. Czym? Tematyką książki. Wiadomo, że AIDS to temat tabu o którym rzadko się mówi. Rządzą nami uprzedzania, nie kierujemy się wiedza tylko własnymi przekonaniami na temat tej choroby. Autorka pokazuje nam co odczuwają osoby dotknięte wirusem HIV. Właśnie tym wirusem zaraziła się Nadine. Oczywiście na początku uważa wszystko za jeden wielki żart, który przez przypadek podarował jej los. Nie dopuszcza do siebie wiadomości, że jednak może być chora. Zaczyna panikować i to nieźle. Ciągle zastanawia się ile jeszcze czasu jej zostało, nie spotyka się ze znajomymi bo przecież może ich zarazić! Szczerze? Wkurzało mnie to. Oczywiście, rozumiem co musiała czuć. Nie jest pewna swojej przyszłości, nie wie czy niezostanie sama... Ale użalać się na sobą non stop? Moim zdaniem bezsensu. Tak naprawdę książka jest tylko o tym. O tym, że Nadine ciągle powtarza ,,Chcę żyć!" Coś więcej? Pojawia się miłość, odrzucenie, rozpacz... Ogółem książka nie należy do szczególnie pogodnych, ale w sumie temat też jest taki, a nie inny. Oprócz postawy głównej bohaterki denerwował mnie styl pisania autorki. Wydaje się, że siliła się na lekki, młodzieżowy język, jednak niespecjalnie jej to wyszło. Sceny i wątki kończyły się zanim tak naprawdę się zaczęły. Wszystko kręci się wokół jednego zdania. ,,Chcę żyć!"
Bohaterowie byli bardzo płytcy, widzieliśmy tylko to co raczyła pokazać nam autorka. Moim zdaniem bohaterowie powinni być postaciami, które chce się poznać jak najlepiej, postaciami z którymi chce się dzielić ich los. W przypadku tej książki jest zupełnie inaczej. Wiele razy miałam dosyć humorów głównej bohaterki przez co książkę mającą niewiele ponad 100 stron czytałam prawie 2 tygodnie!
Ale UWAGA! Znalazłam plus! Mimo kiepskich postaci, braku ciekawych wątków i akcji, pod jednym względem książkę warto przeczytać. Zaskoczeni? Ja także byłam kiedy doszłam do tego wniosku. Mianowicie - ile wiecie na temat AIDS? HIV? Ktoś z wami o tym rozmawia? Większość z nas wie o tym niewiele. Dorośli nie mówią nam o tym bo:
1. boja się (tylko czego? to pozostanie tajemnicą)
2. sami niewiele wiedzą na ten temat.
Książka ta jest dobrym źródłem informacji. Uważam, że każdy powinien po nią sięgnąć. Nie dlatego, że w przyszłości ktoś może być seropozytywny, ale dlatego żeby przekonać się jak wielu z nas traktuje osoby z HIV czy AIDS i jak te osoby spostrzegają świat.

Rozpisałam się jak nigdy! Nie napiszę konkretnego podsumowania. Sami zdecydujcie czy chcecie lepiej poznać historię Nadine i osób takich jak ona.




sobota, 18 października 2014

,,CISZA" - Becca Fitzpatrick

Autor:
Cykl: Szeptem (tom 3)  
tłumaczenie - Paweł Łopatka
tytuł oryginału - Silence
Wydawnictwo Otwarte
data wydania - 19 października 2011
liczba stron - 400
kategoria - fantastyka, fantasy, science fiction

Nareszcie koniec burz między Patchem a Norą. Zakochani przeszli dramatyczne próby wzajemnego zaufania i lojalności, uporali się z sekretami z przeszłości i połączyli dwa światy pozornie nie do pogodzenia. Wszystko to w imię miłości przekraczającej granice między niebem a ziemią.
Ale zło nie śpi. Nora i Patch będą musieli podjąć desperacką walkę, w której stawką jest ich uczucie.


Po poprzedniej części nie spodziewałam się niczego szczególnego. Po książkę sięgnęłam tylko dlatego, że koleżanka zapewniała mnie ,,Będzie lepiej!" Jako że jestem strasznym niedowiarkiem, musiałam oczywiście przekonać się sama... No i okazuje się, że miała rację! Od początku nie mogłam oderwać się od stron książki. Tajemnica zapisana na nich ciemnym tuszem nie dawała mi spokoju i ciągle siedziała w mojej głowie. Razem z główną bohaterką starałam się dojść do prawdy.
A skoro już o Norze mowa to może rozwinę temat. Jak zwykle to bywa, głupota głównej bohaterki strasznie mnie irytowała ale mogę wam obiecać - Nora i tak jest mądrzejsza niż w ,,Crescendo". Oczywiście, zalicza niezłe wtopy, jej relacje z Patchem też na początku nie wyglądają dobrze (wbrew zapewnieniom z okładki)... O młodym Nefilu nie wspominając.
Przejdę teraz do języka, którym książka jest pisana. Książkę czytało się szybko i łatwo. Gdyby nie szkoła zapewne skończyłabym ją w jeden weekend. W trzeciej części jest pełno wspaniałych tekstów, które na dobre zapadły mi w pamięć.
Książka kończy się w najmniej oczekiwanym jak dla mnie momencie. Od razu chciałabym wiedzieć co będzie dalej!
Nie wiem co więcej mogę wam powiedzieć, ponieważ emocje ciągle trzymają i nie chcą mnie opuścić :D
Krótko mówiąc - warto było przebrnąć przez 2 część, aby zagłębić się w ,,Ciszy"...

czwartek, 2 października 2014

,, MIASTO 44" - czyli miłość w czasach apokalipsy.

Stwierdziłam, że pora wrzucić na bloga recenzję jakiegoś filmu. Dlaczego? Nie samymi książkami człowiek żyje (niestety...)! Więc robię krok naprzód i tak oto dostajecie jeszcze cieplutką recenzję.
O tym filmie głośno było już od dawna i na pewno wszyscy go kojarzą.

Film opowiada historię młodego chłopaka, Stefana Zawadzkiego (w tej roli Józef Pawłowski), który po śmierci ojca postanawia dołączyć do powstania. Jak mówił jeszcze w sierpniu 2012, współautor scenariusza i reżyser Jan Komasa – Ten scenariusz to przede wszystkim uczuciowy trójkąt. Chłopak nazywa się Stefan, dziewczyny Kama i Biedronka. Obserwujemy, co się dzieje z nimi i z ich przyjaciółmi przy zgrupowaniu „Radosław”, które ruszyło z Woli a potem przeszło przez miasto i skończyło działania na Czerniakowie.

Zacznijmy od fabuły. Wydaje się, że dużego pola do popisu nie ma. Elementy, które reżyser mógł wykorzystać to zrujnowane miasto i młodzi ludzie, którzy giną za ojczyznę. Brzmi znajomo? Oczywiście, bo historia ta nie byłaby taka niezwykła gdyby nie:
1. bohaterowie, z którymi każdy może znaleźć coś wspólnego
2. dylematy nastolatków, które ,,nie starzeją się"
3. obraz Warszawy, dialogi, mimika aktorów, efekty specjalne (wyszłam poza fabułę), które sprawiają, że człowiek wie, że to nie jest fikcja, że takie cos mogło zdarzyć się naprawdę.

Przejdźmy teraz do tych nieszczęsnych efektów specjalnych... Czemu ,,nieszczęsne"? Odpowiedź jest prosta i ci którzy oglądali film wiedzą o co mi chodzi. Otóż:
1. niektóre efekty były niesamowite (wybuch bomby miedzy kamienicami i odrzucenie ciał)
2. ale niektóre były po prostu nierealne (scena pocałunku podczas ostrzału)
Cos co podobało mi się najbardziej - scena w kanałach. Według mnie jest ona żywcem wyjęta z jakiegoś horroru i może według niektórych bardzo nie na miejscu, ale ja, właśnie dzięki temu mogłam choć trochę poczuć jak czuli się wtedy główni bohaterowie.


Czym film mnie zaskoczył?
1. Ścieżka dźwiękowa - wplecenie starych, polskich piosenek i tych dzisiejszych. Dodatkowo potęgowały one we właściwy sposób napięcie i pozwalały lepiej odczuć emocje.
2. Niektóre sceny, jedne na miejscu i te trochę mniej... Np.
  a) scena rozstrzelania (jak obejrzycie dowiecie się o co chodzi) na której nie mogłam powstrzymać łez, a także większość scen na końcu były moim zdaniem jedną z najlepszych części całego filmu
  b) scena w której mamy... głębsze okazanie uczuć, była moim zdaniem nie na miejscu. Ja rozumiem, że wtedy ludzie też to robili, że potrzebowali miłości i czułości, ale ta scena była moim zdaniem kompletnie wyjętą z kontekstu i niepotrzebna.
3. niesamowita gra aktorska - o większość aktorów nie słyszałam ani razu, ale coś czuję że niedługo zrobi się o nich głośno.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć... Film jest zrobiony bardzo realistycznie, chociaż czasem za dużo tych efektów :/ Historia z jednej strony nie realna, a z drugiej jak najbardziej prawdziwa.
Podsumowując: film wzruszający, szokujący, wyzwalający niespotykane emocje... Krótko mówiąc - każdy powinien go zobaczyć. A na koniec - mała dawka zdjęć.



sobota, 20 września 2014

,,CRESCENDO" - Becca Fitzpatrick

Kiedy nie wiesz, komu wierzyć, ufaj tylko sobie.
Patch to wielka miłość Nory. To także jej Anioł Stróż.
On uratował jej życie, ona wyrwała go z otchłani potępionych. Są sobie przeznaczeni.
Jednak Patch wydaje się zamieszany w niewyjaśnioną śmierć ojca Nory. Dziewczynie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo…
Tajemnice budzą niepokój, niepewność przeradza się w strach.
„Crescendo” to kontynuacja bestsellerowej powieści Becki Fitzpatrick „Szeptem”.
Na początku, kiedy zakładałam bloga powiedziałam sobie, że będę tu dodawać recenzje tylko pierwszych części serii lub trylogii. Ale teraz widzę, że był to zły pomysł, ponieważ od jednej serii do drugiej zawsze mija trochę czasu, a blog przecież nie może świecić takimi pustkami! Z tej też racji przed wami recenzja drugiej części sagi ,,Szeptem" - ,,Crescendo"!
Zacznijmy od tego, że widać poprawę w warsztacie pisarki. Świat w tej książce stał się bardziej skomplikowany, postacie są też bardziej dopasowane i przemyślane. Mimo to Nora ciągle mnie irytowała. Niby stała się odważniejsza, bardziej pewna siebie i w ogóle, ale moim zdaniem to do niej nie pasuje. Zdecydowanie bardziej podobała mi się w ,,Szeptem". Jeśli chodzi o Patcha... błagam, trzymajcie mnie! Lubię w książkach chłopaków, którzy są sarkastyczni, pewni siebie i nie boja się swoich uczuć. I Patch właśnie taki był w pierwszej części, natomiast jeśli chodzi o drugą..
1. Patch zgubił gdzieś swój sarkazm, który tak w nim lubiłam,
2. Jego pewność siebie też gdzieś uleciała
Przez jego dziwne zachowanie wiele razy miałam ochotę zamknąć książkę i więcej do niej nie wracać... Ale wracałam. Dlaczego? Odpowiedź jest jedna - Scott...
Scott pojawia się w ,,Crescendo" i już mogę was zapewnić, że zagrzeje w książkach Becki (nwm czy dobrze odmieniłam ;) )na dłużej.
Akcja w książce niby ciągle się rozwijała, ale jak dla mnie watki ciągnęły się nie miłosiernie i na początku nie mogłam połączyć ich w logiczną całość. Jak udało się to pisarce? - nadal nie mam pojęcie, ale nie wyszło jej najgorzej.
Podsumowując - ,,Crescendo" jest słabą kontynuacją ,,Szeptem", ale po jej skończeniu ma się ochotę sięgnąć po kolejną część ,,Cisze" (powiem wam już teraz, że warto - mój Patch powraca! :D ).
Becca rozwinęła swój warsztat co zaowocowało ciekawymi cytatami
(- Jesteś psychopatą... 
- Wolę określenie ,,człowiek z wyobraźnią")
i lepiej stworzonymi postaciami.
Daję książce 3.5/6 ( te 0.5 za zakończenie, które od razu zmusza cię do wstania z kanapy i ruszenia biegiem po ,,Cisze")

poniedziałek, 8 września 2014

,,WALKA SYLFA" - L. J. McDonald

Sylf to potężna magiczna istota. Są obdarzone niszczącą siłą i nieodpartym męskim urokiem. Lecz każdy z nich marzy tylko o jednym: aby znaleźć tę jedyną - swoją królową… Lecz człowiek może zmienić go w niewolnika mrocznym rytuałem – ofiarą z życia młodej kobiety. Ale siedemnastoletnia Solie nie zamierza pokornie przyjąć wyznaczonej jej roli. Sama przejmuje władzę nad sylfem, dla którego miała być przynętą - młodym jak ona i niesamowicie pociągającym. Lecz od tej chwili razem z Hejty'm nie są bezpieczni ani w świecie sylfów, ani ludzi…


Książkę kupiłam na wakacjach, ponieważ zachwycił mnie opis i okładka. Spodziewałam się romansidła rodem ze średniowiecza i to też dostałam, ale ta historia ma wiele wątków... Jednak o tym później. Na początku historia skupia się na głównych bohaterach, którzy poznają się i zakochują się w sobie. Później do akcji wkraczają inne Sylfy, Wspólnota i Król ze swoim wojskiem. Jak na prawdziwe romansidło przystało, nasi zakochani będą się całować, obściskiwać i SPOJLER nie tylko.
Właśnie tego ,,nie tylko" było moim zdaniem za dużo w książce, ale kto co lubi :P
Od pierwszej strony zakochałam się w Hejty'm. Wiem co sobie myślicie - dziwne imię, ale bardzo do niego pasuje! :D Jest on na początku trochę zagubiony w naszym świecie, sprawia wrażenie bezbronnego co w żadnym wypadku nie jest prawdą. I teraz wkraczają nasze ukryte wątki...
W świecie w którym rozgrywa się akcja Sylfy więzione są postaciach wybranych przez ich panów, nie mogą się odzywać ani robić praktycznie nic bez ich pozwolenia. Jedynym ich obowiązkiem jest bronić swoich władców, którzy pozbawili ich wolności. Dopiero kiedy zamknęłam książkę na ostatniej stronie, zrozumiałam co autorka miała na myśli kreując w ten sposób świat. Zastanówmy się - czy dzisiaj nie jest podobnie? Wiele organizacji, władza, media narzucają nam swoje poglądy i ideały, a my nie mamy prawa ich odrzucić. Ale czy na pewno? McDonald pokazuje nam, że jeśli naprawdę chcemy być sobą możemy to osiągnąć, że nie można patrzeć na innych i ciągle martwić się co oni myślą. Trzeba walczyć - ale o siebie i ta książka właśnie to pokazuje.
Mam nadzieję, że was nie wystraszyłam ostatnimi słowami :) Pamiętajcie - nie musicie doszukać się w książce tego samego co ja, przeczytajcie ją i wyraźcie swoje zdanie w komentarzach poniżej (anonimy możliwe)! Zróbmy z tego postu małą dyskusje! Czekam na wasze odpowiedzi ;)