czwartek, 14 lipca 2016

"Chata" Wm. Paul Young

Tytuł: Chata
 
Wydawnictwo: Nowa Proza
Tytuł oryginału: The Shack

Data wydania: 23 kwietnia 2011
Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa Missy została porwana podczas rodzinnych wakacji. W opuszczonej chacie, ukrytej na pustkowiach Oregonu, znaleziono ślady wskazujące na to, że została brutalnie zamordowana, ale ciała dziewczynki nie odnaleziono. Cztery lata później pogrążony w Wielkim Smutku Mack dostaje tajemniczy list, najwyraźniej od Boga, a w nim zaproszenie do tej właśnie chaty na weekend. Wbrew rozsądkowi Mack przybywa do chaty w zimowe popołudnie i wkracza do swojego najmroczniejszego koszmaru. Jednakże to, co tam znajduje, na zawsze odmienia jego życie.
Mack spędza w chacie weekend, uczestnicząc w czymś w rodzaju sesji terapeutycznej z Bogiem, nazywającym siebie Tatuśkiem, Jezusem, który pokazuje się pod postacią żydowskiego robotnika, i Sarayu, Azjatką uosabiającą Ducha Świętego.
Wierzycie, nie wierzycie, w co wierzycie - nie istotne. Myślę jednak, że każdy chociaż raz zastanawiał się jak wygląda Bóg, o co chodzi z tą Trójcą, całym Dekalogiem, czemu Bóg pozwala nam cierpieć i tak dalej.
"Chata" to próba odpowiedzi na pytania kłębiące się w głowie wierzących i niewierzących, a także na wszelkie życiowe wątpliwości.
Z reguły myśląc o Bogu widzimy starszego Pana, w szatach rodem z Rzymu lub Aten, z długą siwą brodą i groźnym spojrzeniem. Ale przecież nikt nigdy tak nie powiedział. Ciężko było mi się przyzwyczaić do tego, w jaki sposób w "Chacie" jest przedstawiana cała Trójca. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i myślę, że nie tylko dla mnie był to szokujący obraz.
Szokujące jest też to w jaki sposób nasz bohater w tytułowej chacie się znajduje. Nie mogę wam jednak zdradzić jak to się stało, ponieważ odebrałabym wam cała przyjemność z czytania i przeżywania wszystkiego wraz z głównym bohaterem. Zaufajcie mi - fabuła nie zawodzi. Autor miał dobry pomysł, a jego realizacja też wyszła całkiem dobrze, chociaż niektóre momenty są więcej niż absurdalne... No ale, w końcu spędzamy weekend z Bogiem.
W chacie na pustkowiu.
Normalnie być nie mogło.  
Nie potrafię wam napisać o tej książce dużo. Z jednej strony - bo nie chcę wam nic zdradzać. Z drugiej - ja po prostu trzeba przeczytać i przeżyć. To właśnie jedna z takich książek, które pomagają zrozumieć nam część rzeczy w naszym życiu. Nawet jeśli ktoś nie wierzy, wartą ją przeczytać dla samej zawartej w niej życiowej psychologii.
Autorowi kłaniam się w pas za takie przedstawienie całej historii. Nie powiem, że książka należy do grona najlepszych jakie czytałam, ale ma się ich całkiem blisko. Wiadomo, czasem coś bym wyrzuciła, czasem czegoś za mało, ale jakiej książki nie mamy ochoty poprawiać?
Jestem pewna, że nie raz do niej wrócę, żeby znów odpowiedzieć sobie na parę pytań.

1 komentarz:

  1. Czytałam tą książkę na początku tego roku,ale wcześniej spotkałam się z nią na oazie wakacyjnej, gdzie animatorki czytały ją nam "na dobranoc". Ale wtedy nie słuchałam jej zbyt uważnie, zresztą tą książkę trzeba czytać samemu.
    Jestem katoliczką i ta książka była dla mnie spotkaniem z Bogiem. To było coś magicznego. Pozwoliło mi też bardziej zrozumieć naturę Boga,np. wytłumaczenie na jakiej zasadzie działa Trójca Święta. Szczerze nie wiem,jak to się ma do tego co akceptuje Kościół. Ale mi to wytłumaczenie przypadło do gustu i wydawało się logiczne.
    Słyszałam opinię, że opis tej książki za dużo zdradza. I teraz jak go przeczytałam, to stwierdzam, że rzeczywiście za dużo. Przed przeczytaniem książki wiedziałam tylko chyba, że będzie o spotkaniu człowieka i Boga. Znaczy każdy jest inny. Jedni wolą jak im się zdradzi sporo fabuły, a i inni prawie nic. Ostatnio zauważyłam, że wielu przypadkach wolę wiedzieć mniej niż więcej, by samemu odkrywać historię. No, ale to już kwestia gustu ;)
    Jak dla mnie książka świetna, na długo pozostanie w mojej pamięci i z pewnością do niej wrócę.
    Pozdrawiam *.*

    OdpowiedzUsuń